TROCHĘ HISTORII…

Cofnijmy się ponad ćwierć wieku wstecz. Warszawa, stolica a jednocześnie największe miasto w kraju. A jednak i tam są takie enklawy ciszy i spokoju. W takiej okolicy mieszkaliśmy.

Wychowałam się na warszawskiej Saskiej Kępie, później były inne dzielnice. Historia jakich wiele. Zawsze marzyłam o domku z ogródkiem, o takim spokojnym, sielskim życiu. Mąż też mnie popierał w realizacji tych marzeń. Udało się uciec z bloku do własnego domu. Po intensywnych poszukiwaniach kupiliśmy dom z małym ogródkiem. Na początku był wystarczający, a do tego znikomy ruch samochodowy, wyłącznie mieszkańcy domów przy tej spokojnej ulicy. Powoli zaczynałam od kwiatków, kilku krzaczków pomidorków czy papryk. Ale jak to często bywa apetyt rósł w miarę jedzenia.

I wówczas pojawił się poważny problem zdrowotny. Mając kilka zabiegów dziennie wiele czasu spędzałam w łóżku z książką ale i pilotem od telewizora. Buszując na łączach trafiłam na program „Ucieczka na wieś”. Obejrzałam jeden odcinek, drugi i…. marzenia znowu się rozbudziły, a nawet mogę powiedzieć, że wybuchły z siłą tornada. Już nie wystarczał ten mały ogródek, kilkumetrowa cieplarka…. Tak jak uczestnicy tamtego programu również zapragnęłam uciec na wieś.

Kolejne odcinki oglądaliśmy już razem z mężem bo to przecież miało być nasze przyszłe, wspólne życie. Zazdrościliśmy im takiej możliwości, utożsamialiśmy się z nimi i mieliśmy nadzieję, że i nam się kiedyś uda. Rozpoczęły się nasze poszukiwania siedliska w okolicy Warszawy.

Życie pisze swoje scenariusze, więc i nam ciągle zmieniały się preferencje i oczekiwania. Mąż bardziej zwracał uwagę na dom, a raczej na możliwość jego adaptacji na nasze potrzeby a ja na kształt i wielkość działki. Mąż śmiał się ze mnie, że tak bardzo chciałam mieć duży teren, że nawet gotowa byłam zamieszkać niemalże w przyczepie byle w ciszy, spokoju i w zgodzie z naturą.

Trochę to trwało bo około trzech lat, obejrzeliśmy ponad 300 domów i ciągle nie trafiliśmy na coś co złapałoby nas za serce. Postanowiliśmy, że będzie to nieruchomość, która zauroczy nas obydwoje. Ale niestety ciągle takiej nie mogliśmy znaleźć. Rejon poszukiwań był coraz większy, coraz dalej od stolicy, czyli od dzieci i wnuków. Ale wiele tych siedlisk chociaż położone było na wsi, to jednak o ciszy mogliśmy tam tylko pomarzyć.

Po każdym wypadzie poza miasto już nie chcieliśmy wracać do Warszawy, było nam coraz ciężej.

Po wielu miesiącach poszukiwań wiedzieliśmy już, że jedyny kierunek gdzie chcemy zamieszkać był na północ od Warszawy. Zadecydował dojazd, czystość i przepiękny krajobraz. Jak bardzo zazdrościliśmy tym mieszkańcom i też mieliśmy nadzieję, że w przyszłości nimi będziemy.

Kiedyś w nocy siedziałam zmęczona przy komputerze bo dopiero wróciliśmy z kolejnej wyprawy i trafiłam na pewne ogłoszenie w portalu nieruchomościowym. Ogłoszenie było już przeniesione do archiwum ale numer telefonu do właściciela był widoczny. Przesłałam je na pocztę męża i szukałam dalej. Wielokrotnie już sparzyliśmy się czytając opis i oglądając zdjęcia, ponieważ realia znacznie odbiegały od tego co było w ofercie.

Rano mąż zadzwonił do właściciela i umówił się na oglądanie. Pojechaliśmy. Zdjęcia również odbiegały od tego co zastaliśmy, były sprzed wielu lat ale dom i bardzo duży teren miał ogromny potencjał. Rozpoczęły się rozmowy, negocjacje i…. starania o możliwość zakupu w Agencji Rolnej. Niestety kilka miesięcy wcześniej zmieniły się przepisy a teren znacznie był większy niż dopuszczony do zakupu przez mieszczuchów.

Po kilku tygodniach udało się i dostaliśmy upragnioną zgodę. Od razu przystąpiliśmy do ogrodzenia całości, remontu domu oraz tego o czym ja marzyłam czyli o dużym ogródku, cieplarce i założeniu sadu. Ekipa remontowała dom wiele miesięcy, a my powoli przyzwyczajaliśmy się do myśli, że to teraz tam będzie nasz dom, nasze wiejskie życie.

Tak to wygądało 60 lat temu

a tak w chwili zakupu

Total Page Visits: 447 - Today Page Visits: 2